POPULATION STRUCTURE


Alicja Łukasiak is an artist whose works created in a manual process, contain a large charge of emotion. Their construction is based on a contrast between colourful patches attracting attention with a stream of powerful meanings. These are works charged with intention which expresses her attitude combining art and ethics. It is a direct contact with nature that she finds most inspiring; six-year long intensive research conducted in the area of South East Asia allowed the artist to collect materials from which she draws inspiration.

The core of the exhibition is works rendered in unique, fairy-tale poetics, full of symbolic references to beliefs and myths from various cultures. These are painting compositions (distemper on paper) as well as small-scale sculptures in ceramics, porcelain and wood, including several new ones which she created during her residence at the Centre of Polish Sculpture in 2016.

The form of these works, remarkably colourful and pleasing to the eye, contrasts with their semantic layer. The artist’s attention focuses on the relation between man and nature perceived from the perspective of ecological issues of both local and global range. The title of the exhibition Population Structure refers us to biological terminology. Following this trail we encounter elements undergoing personification which balances the position of man and all other organisms. Then, due to miniature instruments of death in the form of gallows and guillotines, there appears a reference to eugenics and its selective consequences. Yet, in the artist’s works the notions of matter and life become crucial. They are expressed as a dance of opposites balancing the elements ensuring order and harmony of nature. There are no better or worse ones. The ceramic creature of thousands colours is the Species Devourer. Its body is covered with a collection of forms of life and its huge mouth is armed with three tongues. What balances its power and destructive ability is a slightly tilted, dancing Slavic defender dressed in striped folk clothes. On her face she has a pale mask and her braids are twirling with the rhythm of her dance. She protects seeds which guarantee the primitive clash of opposites. Against this background there appear other creatures which, presented on distemper paintings, disconcert the viewers. Each of the works tells the tale of tragedy going on at present. These are not episodes but a permanent state presenting things which are happening. Devastation, suicide, disaster, fire, death, all combine two elements – environment and man. Here the eternal battle between the Seed Protectoress and Species Devourer becomes a backdrop against which a duel of giants is going on. Monoculture, homogeneity, standardization, development. Better, faster, more, more modern or cheaper, these are slogans which have led to our permanent blindness. These vibrant distemper paintings seem to be tolling that we do not see and, it seems, this plague will never be stopped. Between the drama of eugenics, corporation and dirty water this exhibition presents beings from a world that will very shortly disappear. Insects, amphibians, birds, arthropods made of ceramics do not shout –look and see how beautiful I am. They shout – look, because soon you might not see me at all.

The artist does not blame, does not tell tales, or comments. Nor does she use formal quotes and references to history of art. Her techniques are simple, you could say primitive. The use of ceramics or distemper requires plenty of time and physical element whose energy builds intention and defines your state of consciousness. In the manual process, in tradition and a return to nature she can see a prescription for the return to harmony. She presents the beauty of nature without copying it but transforming in a disarmingly sincere way. She uses colour as a superior means of expression. She creates forms in which we intuitively believe because they speak a language which does not have to be translated.















Protektorka, drewno, porcelana, 2016

Protector, wood, porcelain, 2016


widok z wystawy ,, Struktura Polulacji,,   Centrum Rzeźby Polskiej w Orońsku               view of the exhibition Centre of Polish Sculpture in Orońsko

Pożeracz gatunków, ceramika / Eater of species, ceramics, 2016 / widok z wystawy ,, Struktura Polulacji,,   Centrum Rzeźby Polskiej w Orońsku / view of the exhibition Centre of Polish Sculpture in Orońsko

Lodowiec, porcelana, 2016

Glacier, porcelain, 2016

Polski orzeł, porcelana, polskie żuki, Alicja Łukasiak, 2016

Polish eagle, porcelain, Polish beetles

rosiczka, porcelana, 2016

sundew, porcelain. 2016

pollen, porcelain, 2016

personifikacja, porcelana, drewno, brąz, 2016

personification, porcelain, wood, bronze, 2016


widok z wystawy ,, Struktura Polulacji,,   Centrum Rzeźby Polskiej w Orońsku               view of the exhibition Centre of Polish Sculpture in Orońsko



personifikacja, porcelana, drewno, brąz, 2016

personification, porcelain, wood, bronze, 2016

Diablica, porcelana, 2016

mantis devil, porcelain, 2016

miodowniczka, porcelana, 2016

Honeypot ants, porcelain, 2016

Struktura Populacji


Alicja Łukasiak jest artystką, której wykonywane w manualnym procesie prace, zawierają silny ładunek emocji. Ich konstrukcja opiera się na zestawieniu barwnych form przyciągających uwagę ze strumieniem silnych znaczeń. To prace naładowane intencją będącą wyrazem postawy łączącej sztukę i etykę. Źródłem inspiracji jest bezpośredni kontakt z naturą, a prowadzone od sześciu lat intensywne badania w rejonach Azji Południowo-Wschodniej, pozwoliły zebrać materiał, z którego artystka czerpie inspirację.

Trzon wystawy stanowią prace utrzymane w niezwykłej, bajkowej poetyce, pełne symbolicznych odniesień do wierzeń i mitów z różnych kultur. Są to kompozycje malarskie (tempera na papierze) oraz kameralne rzeźby z ceramiki, porcelany i drewna, w tym kilka premierowych, zrealizowanych w ramach pobytu rezydencyjnego artystki w CRP w 2016 roku.

Niezwykle barwna, miła dla oka forma tych prac kontrastuje z ich warstwą znaczeniową. Uwagę artystki absorbuje relacja człowieka i przyrody postrzegana przez pryzmat problematyki ekologicznej o zasięgu zarówno lokalnym, jak i globalnym. Tytuł wystawy Struktura populacji odsyła do terminologii biologicznej. Podążając tym tropem trafiamy na elementy ulegające personifikacji równoważącej pozycję człowieka i wszelkich organizmów. Lecz dzięki miniaturowym narzędziom zbrodni w formie szubienic i gilotyn, pojawia się odwołanie do eugeniki i jej selektywnej konsekwencji. Jednak u Alicji pojecia materii oraz życia stają się kluczowe. Przejawiają się jako taniec przeciwieństw równoważący elementy zapewniające ład i harmonię natury. Lepszych lub gorszych po prostu brak. Ceramiczny stwór o tysiącu kolorach to Pożeracz gatunków. Jego ciało pokrywa zbiór form życia, a jego wielkie usta uzbrojone są w trzy języki. Balans dla jego potęgi i destrukcyjnej mocy tworzy lekko przechylona, ubrana w barwne pasiaki, tańcząca słowiańska obrończyni. Jej rolą jest ochrona nasion i zachowanie ciągłości gatunków. Na twarzy ma bladą maskę, a warkocze włosów unoszą się w rytmie tańca. Chroni nasiona będące gwarancją pierwotnej walki przeciwieństw. Na tym tle pojawiają się inne twory lub, jak kto woli, stwory. Jest człowiek i jego formy aktywności wobec natury, które, przedstawione na temperowych obrazach, wprowadzają widza w stan konsternacji. Każda z prac opowiada historię tragedii rozgrywającą się w czasie teraźniejszym i jednocześnie ciągłym. To nie epizody, lecz permanentny stan ukazujący rzeczy, które się dzieją. Dewastacja, samobójstwo, kataklizm, pożar, śmierć, łączą dwa elementy – środowisko i człowiek. Tutaj odwieczna walka Opiekunki nasion z Pożeraczem gatunków staje się tłem, na którym rozgrywa się pojedynek gigantów. Te mityczne stwory to korporacje. Ich celem jest przejęcie absolutnej władzy. Monokultura, homogenizacja, standaryzacja, rozwój. Lepiej, szybciej, więcej, nowocześniej czy taniej, to hasła, dzięki którym dopada nas trwała ślepota. To, że nie widzimy i zdaje się, że tej zarazy nic nie zdoła nigdy powstrzymać, bije z tych barwnych temper jak dzwon. Pomiędzy dramatem eugeniki, korporacji i brudnej wody na tej wystawie pojawiają się istoty świata, którego obraz za chwile zaginie. Owady, płazy, ptaki, stawonogi wykonane z ceramiki nie krzyczą – patrz jaki jestem ładny. Krzyczą – patrz, bo może niedługo mnie nie zobaczysz!

Artystka nie obwinia, nie opowiada, nie komentuje. Nie stosuje cytatów formalnych i odwołań do historii sztuki. Jej warsztat jest prosty, można powiedzieć pierwotny. Użycie ceramiki czy tempery wymaga znacznego wkładu pracy. Elementu fizycznego, procesu którego energia buduje intencję i określa stan świadomości. W procesie manualnym, w tradycji, i powrocie do natury widzi receptę na powrót do harmonii. Ukazuje piękno natury nie kopiując jej, lecz przetwarzając w sposób rozbrajająco szczery. Używa koloru jako nadrzędnego środka wyrazu. Tworzy formy, w które intuicyjnie wierzymy. Formy mówiące językiem, którego nie trzeba tłumaczyć.

 

żaba, porcelana, 2016

frog, porcelain, 2016

Seria obiektów zatytułowanych „Personifikacja” ukazuje małe narzędzia do zadawania śmierci dostosowane do wielkości owadów. Z liny szubienicy zwiesza się pająk o mnóstwie kolorowych oczu i splątanych niezliczonych odnóżach, do których wielkości dostosowane są prowadzące na szafot eleganckie drewniane schodki.  Małe kolorowe gąsienice na gilotynach odpowiadającej im skali, poddawane są ścięciu głów, których nie mają. Te doskonale znane człowiekowi narzędzia, przez wieki będące gwarancją najbardziej atrakcyjnych wizualnie metod uśmiercania, tym razem służyć mają do odbierania życia pająkom i larwom. Ideę zrealizowania tych obiektów można odczytać w  kategoriach metafory swoistej hipokryzji człowieka robiącego kurtuazyjny pseudo-ukłon w stronę małych stworzeń, które i bez tych misternych konstrukcji skazane są przez niego na zagładę.

drewniana rzeźba „Protektorki”, hybrydycznej postaci przypominającej kobietę w  łowickim stroju, ale z czułkami owada. Tego typu nawiązanie do polskiego folkloru znajdujemy również na obrazach, na których panny w kolorowych pasiastych strojach uwijają się przy pracach polowych i gospodarskich. Można odnieść wrażenie, że z roli opiekunek wywiązują się sumiennie, aczkolwiek ich wpływ na ogrom i kierunek zmian w obszarze korzystania z dóbr natury, jest niestety niewielki.

„Pożeracza gatunków” oblepiony trupimi czaszkami i szczątkami ludzi i zwierząt, o ostrych jak brzytwa kłach, zakrwawionych szponach i trzech długich jęzorach. Nie wiemy czy należy on do świata ludzi, zwierząt, czy może okrutnych bogów? Najwyraźniej to przed nim drży z  przerażenia jedyna obecna w tym gronie istot ludzka „Populacja”, której członków reprezentują płaskorzeźby prymitywnie zarysowanych nagich postaci z podkreślonymi atrybutami płci, o  zdobionych ciałach ułożonych w rozmaitych pozach i o pełnych ekspresji twarzach, niczym maski lub lalki.

widok z wystawy ,, Struktura Polulacji,,   Centrum Rzeźby Polskiej w Orońsku               view of the exhibition Centre of Polish Sculpture in Orońsko

Joanna Szczepanik

Po porcelanowej twarzy niebieskimi strugami spływa smutek.

O „Strukturze populacji” Alicji Łukasiak.


Czasem stawiam sobie pytanie czy najwyższe formy wzruszenia estetycznego nie polegają po prostu na dogłębnym zrozumieniu tego, co zostało stworzone. Któregoś dnia może ludzie odkryją alfabet w  cętkach wapieni, w brunatnych aksamitach ćmy i wtedy dowiemy się ze zdumieniem, że każda nakrapiana muszla zawsze była poematem.

Alejo Carpentier, Podróż do źródeł czasu [przeł. K. Wojciechowska, Czytelnik, Warszawa 1988, s. 205]


Tytuł wystawy Alicji Łukasiak, „Struktura populacji” wskazuje na przyjęcie przez autorkę perspektywy badawczej odwołującej się do obserwacji szwedzkiego siedemnastowiecznego przyrodnika Karola Linneusza. Jego fascynacja światem roślin i zwierząt zaowocowała stworzeniem systemu klasyfikacji organizmów żywych i stała się istotną podstawą dla dalszych prób systematyzacji, a w szczególności dla teorii ewolucji Karola Darwina.

W ramach prezentowanej w Centrum Rzeźby Polskiej w Orońsku ekspozycji artystka, niczym rzadki przypadek biologa posługującego się środkami artystycznymi, podejmuje próbę zaktualizowania systemu taksonomicznego i uchwycenia specyfiki relacji pomiędzy gatunkami. Prace stanowią zbiór obiektów – rzeźb przedstawiających organizmy żywe, będące składnikami owej struktury, czy może raczej struktur, bo w rozumieniu osobników należących do tego samego gatunku, o wielu populacjach tutaj mowa. Elementem łączącym je wszystkie jest środowisko przyrodnicze, w  którym powstają, rozwijają się i funkcjonują, wzajemnie na siebie wpływając. Jest to uważne spojrzenie zarówno na relacje wewnątrzgatunkowe, jak i międzygatunkowe, ze szczególnym uwzględnieniem często destruktywnej roli człowieka w tym biologicznym układzie.

A jednak pomimo naukowego wydźwięku tytułu, to nie kwestie badawcze są tu najistotniejsze. Większość zgromadzonych na wystawie obiektów to atrakcyjne wizualnie, misternie wykonane ceramiczne rzeźby, inspirowane zwierzęcymi i roślinnymi oryginałami. W rezultacie powstają, będące efektem wyobraźni artystki, charakteryzujące się niezwykle ożywioną kolorystyką i  wybujałymi formami zsubiektywizowane hybrydy, fascynujące i jakby bardziej przyjazne, mniej drapieżne, niż ich organiczne pierwowzory.

Oprócz rzeźb na wystawie zaprezentowane zostały także trzydzieści trzy tempery na płótnie, których treść stanowi komentarz na temat roszczeniowej postawy człowieka wobec natury. Ich poważny, a nawet oskarżycielski kontent silnie kontrastuje z formą – bardzo kolorowymi obrazami tworzonymi jakby dziecięcą, uproszczoną kreską. Mimo deklarowanego przez Łukasiak zainteresowania tematem ekologii i troski o losy środowiska przyrodniczego, w pracach artystki trudno dostrzec tendencję do moralizowania. Rzeź delfinów, polowanie na foki, zanieczyszczanie mórz ropą, skutki wypraw safari, ubój rytualny czy wycinanie puszczy to raczej sceny z życia, rodzaj dokumentacji, tyle że głęboko zanurzonej w baśniowej poetyce i żywej kolorystyce. Użycie tych narzędzi buduje kontrast, który staje się elementem przykuwającym uwagę odbiorcy, a nawet szokującym, przez co skłaniającym do refleksji.

Bezpośrednią inspiracją Alicji Łukasiak do eksplorowania egzotyki i relacji człowieka z naturą stały się podróże, te dalekie, do Azji Południowo-Wschodniej i te bliskie, po rodzimym, polskim krajobrazie geograficznym i kulturowym. Te pierwsze umożliwiają spojrzenie na te drugie z  dystansem. Źródłem inspiracji staje się zarówno przyroda, jak i sposób życia społeczności funkcjonujących według tradycyjnego modelu egzystencji, ich codzienność, kultura i obyczaje. Wyprawa do odległych krain przeistacza się w archetypiczną podróżą do źródeł czasu. Ów powrót do prostoty oznacza zwrócenie się ku bezpośredniemu doznawaniu, rzeczywistemu przeżyciu, przeciwstawionemu cywilizacji zachodniej z jej rozwojem technologicznym i natłokiem powierzchownych informacji i  zapośredniczonych doświadczeń. Perspektywa ta znajduje swoje odbicie również na poziomie wyboru mediów i materii dzieła, bowiem Łukasiak powraca do tradycyjnych technik, takich jak rysunek i rzeźba oraz do tradycyjnych materiałów, takich jak ceramika i drewno.

Koncepcja przestrzenna wystawy tworzy szczególny rodzaj narracji. Pomiędzy dwiema salami, naznaczonymi kolorystyką czerwoną i błękitną, znajduje się przestrzeń przejściowa z dominantą zieleni, w której wyeksponowane zostały prace w technice tempery. W jej centralnym punkcie znalazła się drewniana rzeźba „Protektorki”, hybrydycznej postaci przypominającej kobietę w  łowickim stroju, ale z czułkami owada. Tego typu nawiązanie do polskiego folkloru znajdujemy również na obrazach, na których panny w kolorowych pasiastych strojach uwijają się przy pracach polowych i gospodarskich. Można odnieść wrażenie, że z roli opiekunek wywiązują się sumiennie, aczkolwiek ich wpływ na ogrom i kierunek zmian w obszarze korzystania z dóbr natury, jest niestety niewielki.

Umieszczone w sali czerwonej rzeźby egzotycznych owadów, wybujałych w tropikalnym i  wilgotnym klimacie przypominają mieszkańców innej planety. Porcelanowe ciała mają fascynujące barwy - czyste biele, głębokie błękity, żywe zielenie, nasycone żółcienie i opalizujące fiolety. Jednak ich wielkie oczy, otwory gębowe i przerażające odnóża, a zwłaszcza ogromne rozmiary sprawiają, że z  łatwością obudzić się może w odbiorcy demon entofobii, lęku przed owadami. Nawet jeśli obiekty te przeskalowane są tylko nieznacznie, spotkanie z nimi w wersji ożywionej nie byłoby przyjemne. Być może tym, co najbardziej w nich przeraża, jest tak ogromna odmienność od gatunku Homo Sapiens, mimo wspólnej  z człowiekiem przynależności do królestwa zwierząt (Animalia).

Na końcu czerwonej sali, niczym królowa u szczytu stołu, zasiada majestatyczna „Diablica”. Dalej owadożerna „Rosiczka” z pułapkowymi liśćmi, „Modliszka” w trakcie konsumpcji, kopulujące „Ważki” i długonogi „Pająk” o grubym odwłoku. Część obiektów znajdujących się w tej przestrzeni można odczytać jako bezpośredni komentarz do działalności człowieka. Należy do nich między innymi „Koralowiec” reprezentujący problem zanikania raf koralowych w dużej mierze w efekcie grabieżczej gospodarki, „Błękitny byk”, nawiązujący do genetycznie zmodyfikowanej rasy wzbogaconej o około czterdzieści procent masy mięśniowej, „Hipopotam” z rozwartym, zakrwawionym pyskiem, niewystępujące już w przyrodzie w stanie naturalnym „Jedwabniki”, czy „Foka” w brutalny sposób uśmiercana podczas barbarzyńskich polowań. Dość niespodziewanie w tym gronie znalazł się również „Orzeł polski” z uniesionymi szponami i otwartym dziobem, z chodzącymi po nim czarnymi żukami. Na tym tle stanowi całkowicie pozbawiony egzotyki, swojski widok.

Obiekty przedstawione po przeciwległej stronie galerii, w sali niebieskiej, charakteryzują się narzuceniu środowisku naturalnemu relacji i cech typowo ludzkich. Z drugiej jednak strony, przestrzeń ta zdominowana jest przez postać sprawiedliwego w swoim okrucieństwie, budzącego postrach wszelkich istot „Pożeracza gatunków”, oblepionego trupimi czaszkami i szczątkami ludzi i  zwierząt, o ostrych jak brzytwa kłach, zakrwawionych szponach i trzech długich jęzorach. Nie wiemy czy należy on do świata ludzi, zwierząt, czy może okrutnych bogów? Najwyraźniej to przed nim drży z  przerażenia jedyna obecna w tym gronie istot ludzka „Populacja”, której członków reprezentują płaskorzeźby prymitywnie zarysowanych nagich postaci z podkreślonymi atrybutami płci, o  zdobionych ciałach ułożonych w rozmaitych pozach i o pełnych ekspresji twarzach, niczym maski lub lalki.

Seria niewielkich, misternie wykonanych obiektów zatytułowanych „Personifikacja” ukazuje małe narzędzia do zadawania śmierci dostosowane do wielkości owadów. Z liny szubienicy zwiesza się pająk o mnóstwie kolorowych oczu i splątanych niezliczonych odnóżach, do których wielkości dostosowane są prowadzące na szafot eleganckie drewniane schodki.  Małe kolorowe gąsienice na gilotynach odpowiadającej im skali, poddawane są ścięciu głów, których nie mają. Te doskonale znane człowiekowi narzędzia, przez wieki będące gwarancją najbardziej atrakcyjnych wizualnie metod uśmiercania, tym razem służyć mają do odbierania życia pająkom i larwom. Ideę zrealizowania tych obiektów można odczytać w  kategoriach metafory swoistej hipokryzji człowieka robiącego kurtuazyjny pseudo-ukłon w stronę małych stworzeń, które i bez tych misternych konstrukcji skazane są przez niego na zagładę.

Przetworzone w wyobraźni artystki populacje roślinne, zwierzęce i ludzkie zyskują nowe formy, nowe barwy, usytuowanie w nowych, często typowo ludzkich konfiguracjach, nawet jeśli w  relacjach im towarzyszących wyraźny jest ślad walki, ścierania się sił natury. Być może jest to jednak natura, która już poznała swoją mało optymistyczną przyszłość, niczym roztapiający się powoli, nieuchronnie, „Lodowiec”, z którego porcelanowej twarzy niebieskimi strugami spływa smutek. Bo chociaż w wielu prezentowanych na wystawie obiektach i zachodzących pomiędzy nimi relacjach obserwowalna jest pierwotna siła przetrwania, największą inteligencją i tym samym największą odpowiedzialnością dysponuje człowiek. Z tej ostatniej niestety zbyt rzadko robi użytek, a  dbałość o  środowisko naturalne schodzi na drugi plan zestawiona z perspektywą potencjalnego zysku. Prawdopodobnie nawet „Pożeracz gatunków” wobec niszczycielskiej siły człowieka jest bezradny. Wkrótce zniknie i on.